Futuro Camp

Letni Futuro Camp 2014 już za nami. Jak było? Najlepiej oddadzą to pióro uczestnika i video reportaż z wydarzenia.

Futuro Camp – co to, kurczę, było?!

Dla każdego Camp jest troszkę innym przeżyciem. Ci, którzy już raz doświadczyli, czym jest Futuro, mieli całkiem sprecyzowane oczekiwania. Inni po prostu nastawiali się pozytywnie i szli na żywioł. Ja o obozie dowiedziałem się na niecały tydzień przed jego rozpoczęciem i poza spontanem miałem też perspektywę outsidera. Przynajmniej na początku.

Atmosfery Futuro skosztowałem jeszcze przed samym wyjazdem. Jako wieloletni freelancer, przyzwyczajony do twardego życia w miejskiej dżungli, prawie zaniemówiłem, kiedy:

  • Ludzie, którzy kompletnie mnie nie znali, zorganizowali mi transport spod domu do Mielna.
  • Polecili mi innych ludzi, którzy właśnie organizowali kwaterunek.
  • Bez proszenia doradzili, co, jak, kiedy, gdzie i w ogóle dlaczego.
  • Zupełnie obcy koleś, który podwoził mnie autkiem, przegadał ze mną prawie siedem godzin podróży do Mielna tak, jakbyśmy się znali całe życie. Bo czemuż by nie?

Jeszcze większy szok nadszedł pierwszego wieczoru, kiedy zupełnie nowo poznani ludzie przyjęli mnie do namiotu, oszczędzając mi gorączkowych poszukiwań pokoju w Mielnie z soboty na niedzielę (kwatery były zamówione dopiero od następnego dnia). Kto próbował, ten wie, jak trudno jest coś znaleźć na weekend w ostatniej chwili. Egzystencjalne rozmowy o sensie istnienia do drugiej/trzeciej w nocy to była po tym wszystkim już bułka z masłem i zwykła codzienność :P

Nie wierzyłem, że taka atmosfera utrzyma się do końca obozu. Na szczęście okrutnie się pomyliłem.

W poniedziałek zaczęły się moduły. Pamiętając ze studiów, jak wszyscy zawsze „przepadali” za wykładami, czekając na pierwsze wystąpienie, czułem, że za chwilę czeka mnie powrót do normalnego, szarego życia. I tu znowu zostałem mile zaskoczony. I to mimo tego, że zapomniałem o porannej kawie i przynajmniej w teorii powinienem być nie do życia.

Kolejne dni mijały jak z bicza strzelił, nie tylko dzięki fascynującym (przynajmniej w większości) wykładom, ale przede wszystkim dzięki ludziom, z którymi można było swobodnie wymieniać się myślami w trakcie przerw i wieczorami – czy to nad morzem, czy nad jeziorem, czy na mini-siłowni przed salą konferencyjną.

Muszę przyznać, że atmosfera Futuro była niepowtarzalnym przeżyciem. Impreza na plaży do późna (i to z prawdziwymi dzikami!), lekcja bachaty, ognisko czy impreza z DJ Tomkiem – przy wszystkich tych okazjach człowiek mógł poczuć, że nie tylko się bawi, ale należy do bardzo otwartej grupy niezmiernie otwartych ludzi. I nie była to sekta (przyznam, że przed wyjazdem znajomi kazali mi się co do tego upewnić, sic!) . W każdym razie za rok piszę się na powtórkę. Z tego, co wiem – tak jak większość Campowiczów.

Konrad Gniazdowski

 

Po Campie rozjechaliście się po Polsce, a my w Futuro już za Wami tęsknimy i bierzemy się do pracy nad kolejną edycją. Do zobaczenia zimą!

 


 

Zobacz także relację z zeszłorocznego tygodniowego, intensywnego szkolenia rozwoju osobistego Futuro Camp 2013.